Są takie dni, że jakaś gra Ci się nudzi.
Pamiętam kupno PS3, oj jak ja będę grał w GTA.
GTA się znudziło, leży gdzieś na półce kurząc się razem z Dirtem.
Ostatnimi czasy znudziło mi się kilka gier, szczególnie ta w którą mnie wciągnięto.
To dla mnie koniec gry, to chyba pierwsza gra w którą się nie wkręciłem.
To zabawne, ale to gra w której wygrałem więcej niż kiedykolwiek mógłbym. To gra w której tylko ja zagrałem z zasadami i tylko ja mogę wyjść z uniesioną głową. Mimo komentarzy, kolejnego miliona zaczepek, to ja uśmiecham się na ulicy i słyszę znajome melodie.
Lubimy żywe historię, nie upadłe gwiazdy, dotknięte sarny i toczące się kulki.
Mam poukładane życie pełne perspektyw, wiecie co? Mam je tylko po to aby za kilka dni, tygodni, może lat, rozpierdolić je w cholerę budując coś jeszcze większego.
Jestem człowiekiem, którego nikt i nic nie zatrzyma. Cele są dwa, oba nieosiągalne. Kilka osób już wie, że je osiągnę.
Czy ktoś mnie zatrzyma ? nie. Czy ktoś mi pomoże ? nie. Czy ktoś mnie sprowokuje ? nie.
Bo to gra, w której zawsze wygrywam.
Nawet jak przegrywam.
Bo to taka gra.
- May 13
- , 2013
Znów to poczucie słabości i wiary w siebie,
zrozumienie sytuacji,
podeście nadto ambicjonalne.
To zawsze mnie dopada w takich chwilach.
Moja pogoń za sukcesem, za osiągami.
W głowie tylko wizja zapiętych pasów na klatce piersiowej,
a one wciąż wiszą luźnie gdzie indziej.
Nie wiem co będzie, chcę udowodnić sobie wiele ale czuję, że nie dam rady.
Czas kolejnych decyzji i porażek.
czekam na pierwszy w życiu sukces.
- May 5
- , 2013
To bardzo miłe uczucie spełnić marzenie, też niesamowite jak “apetyt rośnie w miarę jedzenia”. Ja czuję się bardzo głodny!.
Jest miło zobaczyć jak wiele osiągnąłem bez osób, które wydawały mi się bliskie a okazały się pustym elementem, które żałuję, że usunąłem z życia na tyle późno.
Może wcześniej ważyłbym sześćdziesiąt parę kilo a nie 90.
Być może wcześniej zrobiłbym licencję, a zamiast latać do krajów odległych jeździłbym po-pucharowym picanto.
Nie chcę powiedzieć, że żałuje, ale mam moralnego kaca, że kilka lat zmarnowałem w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Ludzie którzy nie wspierają twojej pasji to najgorsi ludzie, niestety i oni byli obok. Ale już ich nie ma, są ich czasem puste dramy.
Odkryłem parę miłych miejsc, do Krakowa też powrócę za jakiś czas.
Muszę jeszcze nabrać kilku cech, których mi brakuje, ale to spokojnie.
Skoro kupiłem rurki to i może kiedyś nauczę się zagadywać np? HMM?
Jak by nie było jest licencja, jeszcze badania i będzie plastikowa.
Zaczynam wiązać kilka faktów i głośno się śmiać.
Widzisz gdzie jesteś? widzisz gdzie jestem ja?
Cieszę się, że widzisz tą różnicę.
- March 27
- , 2013
Ruszam dogonić marzenia, w Krakowie.
Tworzę sobie sam mega ciśnienie, presję i nerwy.
Jest to coś nie do opisania, wiesz, że szczęście będzie na wyciągnięcie ręki.
Ale nauczony doświadczeniem wole być zaskoczonym pesymistą.
Czas się pakować, jeszcze dwa dni.
Poniedziałek godzina 18, wracamy na tarczy albo z tarczą.
Trzymaj kciuki dobry losie, chcę spełnić pierwsze marzenie.
- March 22
- , 2013
Wybrałem się do Wrocławia, krainy dawnego studiowania, tworzenia marzeń i burzenia ich w równie piękny co efektowny sposób.
Oficjalna wersja wybrzmiewała wielkim sloganem “zakupy bo spodnie spadają z dupy”, dobrze wiemy, że cel był jeden - kawa z tą jedyną i najpiękniejszą *pomijając fakt jej niewiedzy o tym wszystkim*. Nie chciałbym klasyfikować samego spotkania jako udanego, chyba tracę nadzieję. Nawet poparzyłem się herbatą w imię idealnego wizerunku, poświęcenie Bartku. Aczkolwiek, utwierdziła mnie w fakcie, że to ona jest wciąż tą jedyną, przynajmniej przez te 6/7 lat.
Ale ja nie o tym, ani zakupach, ani o ani.
Pociągi to bardzo ciekawe miejsca, połączenie Kinder niespodzianki z przeludnionym burdelem. Możesz trafić na coś pięknego, a innym razem popularna wśród Pań z białoruskiej granicy “kiła mogiła”.
Tym razem trafiły się dwie niespodzianki, jedna z pięknym sreberkiem, druga z ciekawą zabawką.
Pierwsza nieznajoma wsiadała w tym samym momencie co ja. Na peronie spoglądała kilka razy - damn była naprawdę ładna a jej uśmiech miał w sobie to “coś”. Wsiadamy na pociągu, wybiera miejsce przodem do jazdy, poświęcam się, siadam naprzeciw, to będzie długa podróż. Chyba każdy z nas uwielbia te sytuacje zwane “Ja nie patrzę na Ciebie, ani ty na mnie, przecież tego nie widzę tak jak teraz wcale nie spoglądam” Ta gra przypadła nam bardzo do gustu, próbowała spać - nieudolnie. Podręcznik z chemii też jej nie przypadł do klimatu na ten dzień. Nokia Lumia 610 to nie telefon marzeń, widziałem twoje rozgoryczenie brakiem aktualizacji do 7.8.
Po dwóch godzinach dojechaliśmy, już miałem poprosić ją o numer, nawet buta. W tym momencie czar prysł, wyciągnęła papierosa, z burzliwiej miłości dzięki pkp - nici. Raz pocałowałem “popielniczkę” było mi tak niedobrze, że z pisanej kartkówki dostałem 3 zamiast 4, od tego momentu wiem, że dziewczyna z papierosem zrujnuje mi życie.
To był znak, że najlepsze wciąż przed nami.
Droga powrotna, jadę intercity - bo mnie stać, a co! Niech wiedzą, że te dodatkowe 6zł, które dopłaciłem do biletu to byle drobnostka, mogę dopłacić i 10, a za miesiąc nawet 13.
Usiadłem w pustym “boxie”, kocham pociągi z tymi małymi ciasnymi skrzynkami na 6 osób, których nazw nie znam. Stara prawda mówi, że światło w tym wybranym przez Ciebie nigdy nie działa, a pasażer obok ostatni raz widział dezodorant przy okazji jak transmitowano na żywo ostatni przejazd JFK. Słyszę pseudo licealny szczęk przedmiotów gębowo -dziwięcznych. Wchodzi młoda dziewczyna, za nią podąża jakiś 6 chłopaków. W tym momencie wyklinam w myślach wszystkie imiona bogów i moich byłych, tak aby podkreślić niezadowolenie. Koledzy odchodzą zostaje ona. Pierwsza rzecz, telefon z androidem 2.3, związku z tego nie będzie, romansu też, max kilka pocałunków za brak symbiana. Druga rzecz wylatująca z torebki - iPod nano 5G i jakieś “tanie ale stylowe bo żółte” słuchawki - zostaje przy opcji zero romansu.
Dzwoni do rodziców, obojga osobno, już wiem, że nie jesteś pełnoletnia, na dodatek masz głos jak przepita Patrycja Markowska.
Jest trochę nieporadna, próbuje spać, nie udaje jej się. Po godzinie zwracam uwagę, że zaraz upaćka sobie kurtkę w tej jakże pięknie umytej podłodze za moje pierdolone 6zł. Kurtki nie rusza, ale traktuje to jako zagadanie.
Kojarzycie postaci tych małych słodkich dziewczynek w książkach, młodszych zaledwie o dwa, trzy lata, ale siedzących pod kocem i mówiących do postaci na “per pan” - to właśnie jedna z nich.
Dowiedziałem się, że jestem “Pan światowy”, “Pan Apple”, “Pan anglik”, “pan może nie hipster” i “Pan ciekawy”. Urocza rozmowa kończy się na mojej stacji, gdzie wysiadam, żegnam się z przemiłą istotą podając jej rękę. Nie mam pojęcia jak miała na imię, nie mam pojęcia ile miała lat.
Ale za cenę takich spotkań, pojadę do Warszawy PKP, nie autobusem, bo gdzie indziej przeżyjesz zawód miłosny spowodowany telefonem i przemówi do ciebie “Mała Mi” z głosem Markowskiej, no gdzie?!